Listy do Mamy
List o szoku i niedowierzaniu
Pierwsze chwile.
Te, o których nikt nie opowiada do końca prawdy.
Droga Mamo,
wiem, że te pierwsze chwile były dla Ciebie ciężkie.
Wiem, że kiedy Twoje dziecko pojawiło się na świecie, świat nie wyglądał tak, jak powinien.
Wiem, że wszystko działo się jakby obok Ciebie, a Ty byłaś w środku — i jednocześnie gdzieś z boku.
Wiem, że działałaś na automacie.
Że robiłaś wszystko, co trzeba.
Oddychałaś. Reagowałaś. Funkcjonowałaś.
Jakbyś siedziała obok innych ludzi i patrzyła na ich życie, mając wrażenie, że to nie jest Twój świat.
Wiem, że mogłaś mieć poczucie, że nie masz prawa zachorować.
Że nie możesz się rozsypać.
Bo jesteś potrzebna swojemu dziecku.
Bo jeśli Ty się zatrzymasz, wszystko się zatrzyma.
Wiem, że zadawałaś sobie w kółko te same pytania.
Dlaczego ja?
Dlaczego moje dziecko?
Czy to naprawdę się dzieje?
Może miałaś depresję, o której nie wiedziałaś.
A może byłaś już tak zmęczona, że nie miałaś siły wstać z łóżka.
I nawet nie umiałaś tego nazwać — bo przecież „trzeba było działać”.
Te pierwsze dni były tylko dla Ciebie.
Pierwsze tygodnie.
Pierwsze miesiące.
Czas, który nie płynął normalnie.
Czas nadziei, która pojawiała się i znikała.
Nadziei, że „może jednak”, „może się pomylili”, „może będzie inaczej”.
Wiem, co czułaś.
Bo też byłam w tym miejscu.
Pamiętam pierwsze trzy miesiące.
Byłam cały czas w piżamach.
Jakby ubrania z innego świata nie pasowały do tego, w którym nagle się znalazłam.
Nauczyłam się kąpać w trzydzieści sekund.
Może minutę — razem z myciem głowy.
Byłam cały czas na nasłuchu.
Cały czas w napięciu.
Jakby moje ciało nigdy nie mogło się rozluźnić, bo w każdej chwili moje dziecko mogło mnie potrzebować.
Jeśli teraz jesteś właśnie tam —
chcę, żebyś wiedziała jedno:
to, co czujesz, jest normalne.
To, że nie czujesz nic — też jest normalne.
To, że czujesz za dużo — również.
Nie musisz być silna.
Nie musisz wiedzieć.
Nie musisz rozumieć.
Wystarczy, że jesteś.
Oddychasz.
Jesteś obok swojego dziecka.
Reszta przyjdzie później.
Naprawdę.
